„Przyjedź i sprawdź, jak jest naprawdę”. O tym, dlaczego warto dołączyć do grupy kolarskiej, opowiada Michał Cwynar z Coffee Ride Kraków

Na początku zwykle jest samotna jazda. Pierwsze kilometry po pracy, weekendowa pętla za miasto, próba poprawienia średniej prędkości, pierwsze dłuższe podjazdy. Rower daje wolność, ale w pewnym momencie wielu kolarzy dochodzi do podobnego pytania: jak to jest jeździć z innymi?
Dla jednych jazda w grupie kojarzy się z peletonem, równym tempem i sportową dyscypliną. Dla innych z obawą, że nie będą wystarczająco mocni, że nie znają zasad albo że nie odnajdą się wśród bardziej doświadczonych osób. Tymczasem dobrze prowadzona grupa kolarska może być jednym z najlepszych sposobów na rozwój: techniczny, sportowy i społeczny.
O tym, jak wygląda to w praktyce, rozmawiamy z Michałem Cwynarem, założycielem Coffee Ride Kraków - społeczności, która już od 2016 roku łączy treningi szosowe, bezpieczną jazdę w grupie, krakowskie i małopolskie trasy oraz kawę, która stała się czymś więcej niż tylko przystankiem po drodze.

Od kilku znajomych do kolarskiej społeczności
Pomysł na Coffee Ride Kraków narodził się w 2016 roku. Jak wspomina Michał Cwynar, wszystko zaczęło się od prostej potrzeby: stworzenia grupy osób, które będą regularnie umawiać się na wspólne treningi szosowe. Nie chodziło jednak wyłącznie o sportowy wysiłek. Od początku ważnym elementem była kawa, czyli cel pośredni wielu przejazdów i pretekst do rozmowy po treningu.
„Pomysł na Coffee Ride Kraków powstał z chęci zbudowania społeczności kolarskiej, która będzie wspólnie umawiać się na treningi szosowe, których celem pośrednim była kawa w lokalnych kawiarniach” — mówi Michał.
Początki były kameralne, ponieważ na pierwsze jazdy umawiało się niewielkie grono znajomych, w dużej części osób mających za sobą doświadczenie w kolarstwie wyczynowym. To miało też duże znaczenie bo właśnie dzięki temu od samego początku grupa mogła stawiać na coś, co w jeździe szosowej jest absolutnie kluczowe: bezpieczeństwo i przewidywalność.
Coffee Ride Kraków szybko zaczęło przyciągać także osoby związane z zawodowym peletonem. Na ustawki przyjeżdżali między innymi Tomasz Marczyński, Anna Plichta-Lafourte czy Karol Domagalski. Dla uczestników była to okazja nie tylko do wspólnej jazdy, ale też do poznania świata profesjonalnego kolarstwa z bliska, głównie bez żadnego dystansu, przy kawie, w rozmowie po treningu.
To właśnie to połączenie sportu, doświadczenia i swobodnej atmosfery stało się jednym z fundamentów tej grupy kolarskiej.

Nie tylko ustawka. Czym jest Coffee Ride Kraków?
Gdy Michał ma opisać Coffee Ride Kraków komuś, kto nigdy o tej społeczności nie słyszał, nie zaczyna od tempa, watów ani dystansów. Zaczyna właśnie od ludzi i miejsc.
Coffee Ride Kraków to, jak mówi, „społeczność kolarska, która promuje bezpieczną jazdę w grupie, lokalne kawiarnie i miejsca, do których warto pojechać na rowerze, głównie w okolicach Krakowa i Małopolski”.
To ważna definicja, bo pokazuje, że grupa kolarska nie musi być zamkniętym światem dla najmocniejszych. Może być przestrzenią, w której sport spotyka się z lokalnością, rozmową i wspólnym odkrywaniem tras. Kraków i Małopolska dają do tego bardzo dobre warunki, czyli pagórkowate drogi, szybkie pętle, podjazdy, spokojniejsze odcinki i kawiarnie, które dla wielu kolarzy stają się naturalnymi punktami na mapie.
„Każdy może spróbować swoich sił”
Jedną z największych barier przed pierwszą jazdą w grupie jest przekonanie, że trzeba być już mocnym, szybkim i doświadczonym. Michał dobrze zna te obawy. W Coffee Ride Kraków pojawiają się osoby, które wcześniej jeździły głównie solo i nie wiedzą, czego się spodziewać po grupie.
Czy mogą dołączyć? Odpowiedź jest prosta: tak.
„Nasza społeczność rozwija się dzięki temu, że każdy może spróbować swoich sił z Coffee Ride Kraków” - mówi Michał. „Nasi guide’owie chętnie pomagają i wprowadzają nowych uczestników do peletonu”.
Rola guide’ów jest tutaj kluczowa. To oni pomagają nowym osobom zrozumieć zasady jazdy w grupie, odnaleźć się w peletonie i poczuć, że nie są pozostawione same sobie. Bo jazda grupowa nie polega wyłącznie na kręceniu mocno. Wymaga komunikacji, zaufania, przewidywalności i odpowiedzialności za innych.
Michał nie ukrywa przy tym, że pierwsza jazda bywa dla niektórych weryfikacją. Zdarza się, że ktoś kończy trening wcześniej, bo tempo okazuje się zbyt wysokie albo dystans zbyt wymagający.
Często taka osoba wraca na kolejną ustawkę - już bardziej zmotywowana, lepiej przygotowana i z większą świadomością tego, nad czym chce pracować.

Co daje jazda w grupie?
Jazda w grupie kolarskiej daje coś, czego nie da się w pełni odtworzyć podczas samotnych treningów. Z jednej strony to motywacja: łatwiej wyjść na rower, gdy wiadomo, że ktoś czeka na miejscu zbiórki. Łatwiej też utrzymać regularność, kiedy trening staje się częścią rytmu społeczności. Z drugiej strony grupa uczy techniki. I to często szybciej niż samotna jazda.
„Jazda w grupie to zdecydowanie większa motywacja, ale też rozwój umiejętności i techniki kolarza szosowego”.To wszystko pozwala na bezpieczną i szybszą jazdę na dłuższych dystansach niż samodzielne próby”.
W praktyce oznacza to naukę
- jazdy w kole,
- trzymania równego tempa,
- sygnalizowania przeszkód,
- reagowania na sytuacje na drodze
- poruszania się w sposób przewidywalny dla innych.
To bez wątpienia kompetencje, których trudno nauczyć się z poradnika lub w pojedynkę. Trzeba je poczuć w praktyce, a najlepiej pod okiem osób, które potrafią je spokojnie wytłumaczyć i pokazać.
Dzięki grupie rośnie też poczucie bezpieczeństwa. Pojedynczy rowerzysta bywa na drodze mniej widoczny. Grupa, jadąca zgodnie z zasadami i komunikująca się między sobą, może poruszać się bardziej przewidywalnie.
Warunek jest jeden: każdy uczestnik musi rozumieć, że odpowiada nie tylko za siebie, ale również za pozostałych.

Strach przed pierwszą ustawką
Najtrudniejszy bywa często nie sam trening, ale decyzja, żeby pojawić się na pierwszej zbiórce. Michał mówi, że nowi uczestnicy najczęściej obawiają się trzech rzeczy:
- nikogo nie znają,
- zostaną ocenieni za brak umiejętności
- nie utrzymają tempa.
To obawy bardzo ludzkie. Kolarstwo szosowe potrafi wyglądać z zewnątrz jak bardzo hermetyczny świat: dopasowane stroje, szybkie rowery, grupy jadące równym rytmem. Łatwo wtedy pomyśleć: „to jeszcze nie dla mnie”.
„Te wątpliwości i obawy dzięki naszym guide’om bardzo często zostają obalone już na pierwszej ustawce” - mówi Michał. „Taka osoba podejmuje z uśmiechem pierwsze próby jazdy w grupie i wie, że każdy z nas kiedyś był na jej miejscu”.
Tak na prawdę za każdą sprawnie jadącą grupą stoją ludzie, którzy kiedyś też nie wiedzieli, jak się ustawić, kiedy dać zmianę, jak zasygnalizować przeszkodę i czy poradzą sobie z tempem.
Jak przygotować się na pierwszy Coffee Ride?
Przygotowanie do pierwszej jazdy grupowej nie musi być skomplikowane. Michał zaczyna od najprostszej rady: nie bać się.
Na pierwszą ustawkę warto przyjechać ze sprawnym rowerem, w kasku i z dobrym nastawieniem. Dobrze jest też wcześniej przeczytać podstawowe zasady jazdy w grupie - chociaż po to, żeby później łatwiej przyswoić je w praktyce.
Nie chodzi o to, żeby od razu znać wszystkie niuanse peletonu. Chodzi raczej o gotowość do słuchania, obserwowania i uczenia się. W grupie liczy się przewidywalność: płynna jazda, unikanie gwałtownych manewrów, komunikowanie przeszkód i szacunek wobec innych uczestników.
„Najważniejsza jest przewidywalność sytuacji na drodze, wzajemny szacunek i odpowiedzialność za innych uczestników w grupie”
Warto pamiętać, że w kolarstwie peleton jest zespołem, nawet podczas amatorskiej ustawki każdy ruch wpływa na resztę grupy.

Kawa jako część kolarskiej kultury
W nazwie Coffee Ride kawa nie jest przypadkiem. To nie tylko miły dodatek po treningu a część rytuału, który buduje relacje.
Po jeździe przychodzi czas na rozmowę: o trasie, tempie, słabszych momentach, ulubionych odcinkach, podjazdach i sytuacjach, które wydarzyły się w grupie. Dla nowych osób to często najważniejszy moment dnia i chwila, w której trening zmienia się w doświadczenie społeczne.
„Kawa, rozmowa i atmosfera po jeździe odgrywają bardzo dużą rolę” — mówi Michał. „To częste analizy tego, co wydarzyło się na trasie i w grupie. Gdzie były słabsze chwile, które miejsca najbardziej podobały się uczestnikom”.
Właśnie wtedy ktoś, kto przyjechał pierwszy raz, może podejść, podziękować za wspólny trening i powiedzieć, że chętnie pojawi się ponownie. To drobny gest, ale w praktyce oznacza bardzo dużo.
W kolarstwie dobra kawa często jest pretekstem za którym kryje się coś większego: rozmowa, integracja i poczucie, że jazda nie kończy się w chwili zatrzymania licznika.

Komfort na rowerze ma znaczenie
Jazda w grupie wymaga skupienia. Trzeba obserwować drogę, reagować na innych, trzymać tempo, przewidywać sytuacje. Dlatego komfort na rowerze nie jest detalem. To warunek dobrej, bezpiecznej i przyjemnej jazdy.
Michał zwraca uwagę, że odpowiedni strój ma znaczenie, szczególnie gdy ktoś zaczyna jeździć regularnie.
„Dobry strój zwiększa komfort i daje więcej przyjemności z samej jazdy. Pozwala dobrze czuć się na rowerze, co już jest pierwszym krokiem do bezpiecznej jazdy w grupie” — mówi.
Na co powinny zwrócić uwagę osoby zaczynające wspólne treningi? Przede wszystkim na jakość stroju, na którą mogą sobie pozwolić, dobrze dobrany rozmiar oraz wkładkę w spodenkach. To właśnie ona często decyduje o tym, czy dłuższa jazda będzie przyjemnością, czy walką z dyskomfortem.
W jeździe grupowej niewygodny strój potrafi rozpraszać. Za luźna koszulka, źle dobrane spodenki, uciskająca wkładka albo przegrzanie sprawiają, że trudniej skupić się na drodze i peletonie. Komfort nie jest więc kwestią próżności. Jest częścią przygotowania do jazdy. W Raso już od samego początku powstania grupy tworzymy personalizowane stroje kolarskie, które towarzyszą grupie na ustawkach.
„Przyjedź i sprawdź, jak jest naprawdę”
Na koniec wracamy do osoby, która chciałaby dołączyć, ale wciąż myśli: „nie jestem wystarczająco dobra” albo „nie jestem wystarczająco dobry”.
Michał odpowiada krótko: „Przyjedź i sprawdź, jak jest naprawdę. Każdy z nas zadawał sobie kiedyś takie pytanie”.
Jazda w grupie z zewnątrz może wyglądać onieśmielająco, aczkolwiek od środka często okazuje się czymś zupełnie innym:
- okazją do nauki,
- spotkania ludzi,
- poznania tras,
- poprawy techniki
- przeżywania kolarstwa w bardziej wspólnotowy sposób.
Nie trzeba od razu być najmocniejszym. Nie trzeba znać wszystkich zasad przed pierwszą jazdą. Nie trzeba przyjeżdżać bez obaw. Wystarczy zrobić pierwszy krok, czyli pojawić się, posłuchać, spróbować i dać sobie szansę. Dobra grupa kolarska nie służy temu, żeby udowadniać, kto jest najlepszy. Służy temu, żeby jeździć lepiej, bezpieczniej i z większą przyjemnością.
